Był moment, kiedy byłem już pewny, że ten silnik będzie miał wymienianą głowicę.
Samochód był wysoko w Andach.
Zbyszek zadzwonił.
— Grzeje się.
Pierwsza myśl?
Głowica.
Zacząłem szukać kompletnej głowicy w Polsce. Plan był prosty. Wysłać ją do Ameryki Południowej i wymienić na miejscu.
Na szczęście samochód trafił jeszcze do serwisu Toyoty. Tam wydarzyło się coś, czego do dziś nie zapomniałem.
Mechanik zamiast zamawiać części, zaczął zadawać pytania.
Po kilku godzinach zadzwonili.
– To nie głowica.
Winna była chłodnica.
Przez prawie rok samochód stał rozebrany podczas odbudowy. Płyn częściowo odparował. W środku zrobiły się osady.
Na co dzień nie było żadnego problemu. Dopiero wysoko w Andach układ chłodzenia przestał sobie radzić.
Po dokładnym płukaniu samochód pojechał dalej. Bez wymiany głowicy.
Dzisiaj układy chłodzenia podczas długich odbudów przygotowuję już zupełnie inaczej.